Pochwalić się przyszłam. Sukcesem.
Ale aby był sukces, musi być tło. A tło zwykle jest ciemniejsze, by jaśniejsze mogło się wyróżnić, wyeksponować.
Dziś wstałam bardzo wcześnie. Pognałam do łazienki by zażyć orzeźwiającego prysznica zanim poranna rutyna mnie dopadnie. Ogarnianie dzieci, zapakowanie nas w auto i jazda do żłobka. Gdy wracałam do auta już się zaczęło. Już czułam, że świat robi się mniej sympatyczny, jakby ciemniejszy. Kanty ostrzejsze, niedoskonałości wyrazistsze.
Zobaczyłam świat w apokaliptycznych okularach. Swoje życie. Siebie.
Takie myśli, nastrój, emocje przychodzą, zasnuwając kotarę. Wtedy nie jestem dla siebie dobra ani miła. Jestem swoim największym krytykiem. Wtedy wątpię w każdą umiejętność, każdy zamiar i dyskwalifikuję się w każdej dziedzinie.
Dziś rano tak było.
Weszłam do firmy, spóźniona, zrezygnowana.
I pomyślałam sobie, że nie chcę się wtapiać w ten nastrój, nie chcę go rozgrzebywać.
Nie chcę o nim pisać, myśleć, chcę coś innego.
I tu przychodzi czas na mój sukces. Zarządziłam uporządkowanie serwisu, który koordynuję. Z wypchanych regałów zniknęły tony papierów, płyt CD, kilometry kabli, złączek i nikomu nie potrzebnych śmieci. Zamówiona została firma zabierająca elektrośmieci, których znaleźliśmy mnóstwo. Cztery godziny wzmożonej pracy trójki osób. Efekt nas mile zaskoczył. Wszystko to działo się w atmosferze luzu.
I spostrzegłam, że zapomniałam o swoich myślach sprzed paru godzin. Wiem, że gdzieś tam się czają, ale znowu są za kotarą.
czwartek, 24 maja 2018
sobota, 5 maja 2018
Sentymentalna bestia
Są takie dni, kiedy czuję się jakbym nie była wybudzona ze snu. Krąży gdzieś wokół mnie mgła innego świata. Innego: sennego, złożonego z przeszłości, ze wspomnień i wyobrażeń. W takie dni jak dziś nie otrzepuje się z niego a zapadam jeszcze mocniej.
Chwile słabości.
Wiem, że takim zapadaniem się nie polepszam mojego "dzisiaj", wiem, że w zasadzie do niczego mi to nie potrzebne. Myśli nie dają spokoju, obrazy same wyświetlają się w głowie a ja wchodzę w to jak w ciemny las. Coraz głębiej, zabierając ze sobą moje "dziś", moje "teraz".
I nie ma na to żadnej tabletki, żadnego leku; nikogo kto by zrozumiał to teraz.
I słyszę jak z taśmy: "zajmij się czymś".
Zajmuję, wciąż chodzę, podnoszę, przesuwam, myję, sprzątam, gotuję, pracuję, życie poddaję czasownikom... Żaden nie wyłącza we mnie sentymentalizmu. Emocjonalności. Wrażliwości. Obsesyjnych powrotów do przeszłości.
Ruminacja, dysocjacja, przeżuwanie wspomnień, zapętlenie się, zagubienie, zapadanie w nich.
Tracenie swojego "dziś" na rzecz "wczoraj".
Gdzieś ktoś uczył mnie zakotwiczenia w teraźniejszości. Znalezienie pięciu rzeczy, które można dotknąć. Zobaczyć. Powąchać. Posmakować. Tu i teraz. Uważnie.
Głębokie oddechy. Świadome.
I chociaż czasami pozwalam sobie na zapadanie, wiem, że chcę wrócić. Do mojego "tu" i "teraz". Dlaczego?
Bo "tam", "wczoraj" nic na mnie nie czeka. Nic się nie da zmienić. Nie pomoże mi zrozumieć jeszcze bardziej niż rozumiem teraz. Jedynie wciągnie jeszcze mocniej.
Pomocne linki:
środa, 2 maja 2018
Obejrzyj film dokumentalny na temat, który nic Ci nie mówi

Zgodnie z założeniami akcji Żyć Bardziej postanowiłam opisać dziś punkt pierwszy akcji zainspirowanej przez Andrzeja Tucholskiego.
1. Obejrzyj film dokumentalny na temat, który nic Ci nie mówi
Weź swoją pigułkę
Reżyserka Alison Klayman przedstawia widzom historię i działanie leków stymulujących i usprawniających koncentrację. Opowiada o wynalezieniu amfetaminy (trochę przez przypadek, jako lek na alergię) w 1887! Ta substancja stała się podstawą leku, który miał zastosowanie w zespole deficytu uwagi (ADHD, ADD). Produkt ten znalazł zastosowanie nie tylko by normalizować zachowanie osób (głównie dzieci) i polepszać ich koncentrację. Wykorzystują ją wszyscy: dokument pokazuję skalę zjawiska u studentów, którzy chcą polepszyć wyniki w nauce jednocześnie nie rezygnując z życia towarzyskiego; sportowcy, którzy sięgają po leki tego typu czy pracownicy, od których wymaga się ciągłego skupienia, wzmożonej pracy... Wszyscy oni jednak mówią, że gdyby mogli - nie brali by Adderallu (nazwa handlowa).
Po obejrzeniu powyższej produkcji miałam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony dowiedziałam się o "super leku", który zwiększa nasze możliwości - wyostrza je, wspomaga organizm by móc "więcej" i "szybciej", co wpisuje się w czasy, gdzie każdy goni za sukcesem i satysfakcją... Dowiedziałam się, że tak było od dawna, że to nie jest stygmat naszych czasów. Ten cały "wyścig szczurów" to chęć bycia lepszym, silniejszym, sprawniejszym i szybszym każdą możliwą drogą: legalną czy nie, destrukcyjną mniej lub bardziej... w imię "wyrównania szans" (sic! takim przykładem posłużyła się jedna z osób, z którymi reżyserka robiła wywiad, opowiadając o tym, że nie miała szans podobnych do bogatych kolegów i koleżanek, bo musiała ciężko pracować). Nawet badacz, który zdiagnozował ADHD chciał się wycofać ze swojej diagnozy przerażony tym, co z tym zaburzeniem zrobił koncern farmaceutyczny... Finansową studnię bez dna zasilaną niekończącą się potrzebą "bycia lepszym" (w przypadku osób, które zażywały Adderal czy podobne środki stymulujące dla wymiernych korzyści) lub "znormalizowaniem" dzieci czy młodzieży, by korygować ich zachowanie, "pomóc" w nauce, "uspokoić"...
Nie jestem przeciwniczką farmakologii. Nie uważam, że wszystkie koncerny są złe i żerują na ludzkich lękach, cierpieniach i potrzebach. W tym przypadku też nie potrafię opowiedzieć się za którąkolwiek ze stron. Zastanawiające jest jednak to, że ludzie tak łatwo idą na skróty. Wolą wziąć pigułkę niż zająć się naprawdę problemem, na przykład... czy mój syn nie potrzebuje więcej ruchu, uwagi... czy nadmiar bodźców nie jest problemem? Czy nie mierzę wyżej niż pozwalają moje siły witalne? Po co to wszystko?
środa, 18 kwietnia 2018
Akcja Żyć Bardziej - czas start!
Andrzej Tucholski jest osobą, która
inspiruje od dawna. Nie wierzysz, sprawdź, wejdź w jego świat i zobacz czym się
zajmuje. Jakie feedbacki dostaje. Albo śledź mnie
– patentowanego lenia ze słomianym zapałem, który zainspirował się pomysłem Andrzeja.
Dziś wędrując po blogach, które kiedyś w
jakiś sposób przykuły moją uwagę trafiłam na wpis, który stał się moim
przyczynkiem do włączenia się do akcji. Akcji żyć bardziej J
Mocno koreluje to z moją filozofią „żyć
to działać”. Za dużo jest myślenia, za mało działania. Jakościowego działania,
dającego satysfakcję. Wiatr w żagle i dumę.
Dziś rozpoczynam Akcję Żyć Bardziej podpunktem
dwunastym:
12. Wypisz sobie jeden większy cel
i po prostu go osiągnij
I jak łatwo się domyśleć, moim celem jest wykonanie
dwudziestu pięciu rzeczy wg listy Andrzeja Tucholskiego. Daję sobie na to czas do końca grudnia
2018. Pisząc te słowa sama powątpiewam w swoje możliwości, więc chyba jest to
rzecz warta osiągnięcia. Wykonać plan wg Tucholskiego! Dzięki, kolego za
motywację!
2. Umów się na spotkanie z kimś, z kim kontakt urwał się “sam z siebie”
4. Naucz się przyrządzać w kuchni jedną spektakularną rzecz
5. Zrób sobie Dzień Dziecka
6. Zrób czystkę fizyczną
7. Zrób czystkę wirtualną
8. Uporządkuj na nowo książki, filmy, gry i muzykę
11. Wkręć się w coś nowego
12. Wypisz sobie jeden większy cel i po prostu go osiągnij
13. Przeczytaj książkę uznawaną za kultową
14. Obejrzyj film uznawany za kultowy
15. “Domknij” wszystkie książki, komiksy, gry, filmy i seriale lub zostaw je na zawsze
17. Przeanalizuj swoje cele, ambicje i aspiracje
18. Przypomnij sobie sytuacje, z których “wyszłaś żywa”
19. Zrób sobie tydzień minimalnego życia
20. Odwiedź nieznane Ci miejsce
21. Zorganizuj “prawdziwą randkę”
22. Kup kredę i narysuj coś na chodniku
23. Kup sobie coś uświadamiającego Ci Twoje marzenia i pozycję
24. Poznaj jedną obcą kulturę
25. Nie czekaj
Kto dołączy do mnie? Jakie cele sobie postawisz?
środa, 28 marca 2018
Jedzenie, które leczy - zielony koktajl
Gdy czuję się jakoś niewyraźnie lubię przygotować sobie koktajl.
Potrzebuję tylko garści jarmużu i dwóch bananów. Dla osób, które lubią szczególnie słodkie koktajle - można dodać trochę daktyli (nie za dużo, bo będzie za słodkie). To wszystko razem zblendować i ewentualnie dodać mleko (najlepiej mleko roślinne).
Taki koktajl jest doskonałym źródłem:
Wszystkich najważniejszych witamin - A, C, E, K oraz B. Banany przodują jeśli chodzi o Potas, mają wiele błonnika i składników mineralnych - magnezu, fosforu i wapnia. Przypomnę, że w 100g bananów jest około 358 mg potasu, który obniża ciśnienie tętnicze (tym samym zapobiega nadciśnieniu). Banany przyczyniają się również do obniżenia cholesterolu dzięki sporej zawartości pektyn (rodzaj błonnika pokarmowego).
100 gram banana to 89kcal, a jego indeks glikemiczny równa się 60, więc nie jest zalecany diabetykom, jednak jest doskonałą przekąską dla osób poza dietą.
Wg informacji, które znalazłam, banany są dobre na niestrawność, biegunki, zwłaszcza u dzieci;
Jarmuż zaś to odmiana kapusty o długich pomarszczonych liściach jest skarbnicą białka, błonnika i witamin - przede wszystkim C i K, a także soli mineralnych - zwłaszcza wapnia i potasu oraz sulforafanu (silnego przeciwutleniacza, który ma silne działanie przeciwnowotworowe). Zapobiega rakowi: jamy ustnej, krtani, przełyku i pęcherza moczowego, jajników i prostaty, piersi i wątroby. Warto wiedzieć, że kolor nadawany przez karotenoidy (czyli żółty, pomarańczowy lub czerwony) w jarmużu jest maskowany chlorofilem – zielonym barwnikiem, który również ma działanie przeciwutleniające i wspomaga procesy oczyszczania organizmu - tworzy silne połączenia z częścią toksycznych związków (w tym z niektórymi substancjami rakotwórczymi), dzięki czemu mniejsza ilość szkodliwych związków dociera do tkanek organizmu.
Na 100gram jarmużu przypada 28kcal. jest więc zdrowym i niskokalorycznym produktem, który warto włączyć do naszej diety. Zwłaszcza surowy, który w towarzystwie bananów będzie naprawdę pyszny.
Nie panikować.
Wczoraj nastąpiła eskalacja emocji, dzisiaj czuję się jak pusta wydmuszka - człowiek kukła, chociaż wszystko we mnie krzyczy, krąży po mnie ten krzyk, płacz. Jakbym miała w sobie bardzo ruchliwą autostradę i nagle coś poszło nie tak, nagle doszło do kraksy, do katastrofy drogowej, gdzie myśl A zderza się z myślą B i ciąg innych myśli wpadło na siebie tworząc dziwną strukturę. Małe dzieci, dzieci krzyczą, martwe dzieci, bijący dorośli, przemoc, przemoc, ciasto w piekarniku, moje własne dzieci uśmiechnięte, rosnące kły, bezsilność, łzy w ich oczach.
Przerwa na telefon, przecież jestem w pracy.
Muszę przestać czytać o przemocy, przestać trafiać na artykuły o mamach Madzi i innych strasznych rzeczach, jak założyć sobie cenzurę?
Nie chcę zła widzieć, przed złem się lękam, zło wkrada się do mojej głowy, wślizguje w zakamarki wątpliwości, rozprostowuje pętelki bezsilności, zło, zło...
Wczoraj byłam tak bardzo bezsilna, wczoraj tak wszystko krzyczało, pędziło, ciężko było się zatrzymać, moje dzieci płakały, mój syn wkładał sobie rączki do buzi i płakał, płakał, bo go boli, bo rosną mu kły i nie umie sobie poradzić a we mnie wszystko krzyczy, najbardziej krzyczą we mnie wątpliwości czy mogłabym jak mama Madzi
Nie mogłabym, nie potrafiłabym ale się boję tak bardzo
nalałam wody do miski, położyłam na podłodze w łazience i pluskali rączkami w wodzie, zapomnieli o bólu, zapomnieli o tym, jak kiepską mają mamę, która nie umie im pomóc pozbyć się bólu, ale dała zabawę
a potem szorowała łazienkę na kolanach by samej zapomnieć o swojej bezsilności a dzieci poszły spać szczęśliwe, nie świadome, że mama płacze nad sobą, bierze leki na sen i zasypia jak tylko ojciec wraca z pracy, zasypia przed dwudziestą, kładzie swoją umęczoną głowę, wtula się w ramiona Orfeusza i śpi, śpi, nie chce już wstawać, nie chce musieć, nie chce czuć
Wstaję, jadę do pracy. Modlę się by paliwa starczyło by dojechać. Jeszcze tylko kilka dni i wypłata. Teraz już wiem, że okrojona, bo wzięłam zaliczkę, muszę dojechać do domu. I do pracy. I z pracy. I do babci. I kupić chleb.
Kawa, jabłko, pomarańcza. Odpalam komputer, cisza w pracy, cisza w głowie. Tylko stukot klawiszy, bo muszę to wyrzucić. Nie radzę sobie. Nie radzę. Jestem autostradą, na której czasami są kraksy. Zmuszają mnie do resetu. Boli wszystko. Marzę by się wyłączyć, ale wiem, że
to mija.
Mija.
Będzie ok.
Jeszcze będzie normlanie.
Tylko czekać.
Nie panikować.
Nie uciekać.
Nie wmawiać sobie, że już nic na mnie nie czeka, że związek umiera, że czas pędząc zabrał gdzieś radość, że dzieci będą miały własne życie a ja niepotrzebna, nikomu nie potrzebna, nie warta, że powinnam odejść, odejść, przestać oddychać
Muszę wrócić do leków, do wenlafaksyny, już nie daję rady a przecież miałam się trzymać, miałam powiedzieć ci na ucho jak się trzymać, jak nie poddawać, jak żyć z chorobą, jak żyć bez ciężaru
Kurwa. Wczoraj kierownik, na szczęście nie mój próbował mnie uszczęśliwić na siłę karząc pracować na terminarzu, który mi nie ułatwia pracy a teraz handlowiec krzyczy na mnie bo coś wg niego spierdoliłam. Mam dość.
wtorek, 27 marca 2018
Dzisiaj się nie trzymam
Dzisiaj nie jestem szczęśliwa. Powoli opadają emocje jak po wielkim wybuchu. Co jaki czas jeszcze dosypuję, roznieca się na nowo i bucha płomieniami. I opada, na szczęście. Emocje. Smutek, złość.
Przypominam sobie wczorajszy wieczór, frustrację, zmęczenie i rozczarowanie. Nic nie było takie, jakie bym chciała by było.
W takich chwilach myślę o straconym czasie, nadziejach, szansach. O tym, co można jeszcze stracić i o tym, że w większości zanim się coś straci jest wybór.
Wybór: kiedy spędzę z Tobą czas. Jak go spędzę. Czy w ogóle.
Wybór: co będzie dla mnie priorytetem: ukojenie własnego zmęczenia czy dobra atmosfera.
Wybór: zainteresowanie małego człowieka czy jego znudzona mina przed tv.
A może obecność w tym wszystkim, czy raczej powolne odcinanie się.
Jesteś partnerem, partnerką. Matką, ojcem. Synem czy córką.
Nic się "samo" nie dzieje.
Może to we mnie coś jest nie tak, może moja mam za wysokie oczekiwania, zawyżone standardy?
Czy w dzisiejszych czasach naprawdę wszystko trzeba sobie wywojować?
środa, 21 marca 2018
Prokrastynacja? Radzę sobie!
W definicji prokrastynacja to przewlekłe przekładanie wszystkiego, co powoduje ogromny problem w życiu i otoczeniu tego, który na prokrastynacje cierpi. Osoby te – prokrastynatorzy – odczuwają trudności z zabraniem się do pracy i w związku z tym odkładają jej wykonanie, zwłaszcza wtedy, gdy nie spodziewają się natychmiastowych efektów. Osoby patologicznie zwlekające z czynnościami są uważane za leniwych i mało ambitnych.
Każdy z nas ma jakieś elementy zaburzeń w sobie. Przekładanie na później ważnych rzeczy jest taką cechą, którą trudno zaszufladkować jako zaburzenie, ale tak właśnie jest. “Jeszcze chwilę i wstanę, zaraz posprzątam, zrobię projekt i generalnie wykonam swoją pracę… ale nie teraz, za chwilę, tak, na pewno za chwilę to zrobię…” Gdy potrzeba odwlekania wszystkiego jest stała - mówimy o prokrastynacji. I na nic popędzanie, przyspieszanie czy kary za piętnaste już spóźnienie oddania prac.
Badacze upatrują źródło w zdolnościach danej osoby, której w okresie szkolnym większość rzeczy przychodziła z taką łatwością, że nie stanowiła dla nich wyzwań, więc robili je na ostatnią chwilę. Ale również w nieradzeniem sobie z popełnianymi przez siebie błędami, braku akceptacji ich popełnienia, więc odkładaniu hipotetycznych źródeł ewentualnych błędów. Przyczyną więc może być lęk przed porażką (gdzie tłumaczeniem będzie: “gdybym miał więcej czasu na pewno by się udało lepiej”), ale też i sukcesem (konsekwencją sukcesu są większe wymagania).
W artykule Eweliny Krajczyńskiej możemy przeczytać, że prokrastynacja jest wynikiem rywalizacji między układem limbicznym a korą przedczołową. Układ limbiczny odpowiada za emocje i impulsywność, w tym dążenie do uzyskania natychmiastowej nagrody. Z kolei kora przedczołowa jest odpowiedzialna za koncentrację, zarządzanie sobą, własną uwagą i celami oraz za postrzeganie czasu

Jak sobie pomóc?
- zacznij od spisania planu - plan działania lub lista działań jest skuteczną metodą usystematyzowania rzeczy do zrobienia. A wykreślanie tych rzeczy z listy po wykonaniu jest satysfakcjonujące.
- Zaczynaj od najtrudniejszych zadań - te łatwiejsze nie będą potrzebowały aż tak długiego czasu do wykonania.
- Nagroda za wykonanie zadania, wykonanie planu. Taka nagroda dopinguje i sprawia, że naprawdę chce nam się coś dotrzymać do końca, pod warunkiem, że jest warta zachodu. Z czasem sama satysfakcja i uczucie dobrze wykonanego planu może wystarczyć.
- Pozytywne aspekty wykonanego działania - sukces może być miłą odmianą nie tylko dla Ciebie ale też dla Twojego otoczenia. Sprawdź sam.
- Nadzór - na początku warto poprosić kogoś o pomoc i kontrolowanie wykonywania prac. Może ktoś bliski lub ktoś, kto również ma problem z odkładaniem wszystkiego na później? Taka osoba ma motywować ale i sprawdza jak Ci idzie.
- Przerwy - nie zapomnij o przerwie i dopasowaniu jej do czasu działań. Jeśli masz dwugodzinne zajęcie w terminarzu, nie potrzebujesz godzinnej przerwy w środku.
- Zastanów się po co to robisz - często odpowiedzenie sobie na to pytanie sprawia, że czujemy dodatkową motywację. Lub rezygnujemy, jeśli uznamy, że w niczym nam to nie potrzebne.
- Działaj - pomyśl sobie, że dasz radę. Pewnie, że dasz. Kto jak nie Ty? Zaciśnij zęby i do roboty, a lista zrobi się coraz krótsza.
środa, 14 marca 2018
Dysleksja? Noś ją dumnie
Dysleksja. Słyszałeś na pewno to słowo. Być może sam masz zdiagnozowaną dysleksję, a może ktoś, kogo znasz. Według definicji dysleksja to specyficzne trudności w nauce pisania i czytania. Często prześladowane przez znerwicowanych nauczycieli, dzieci w szkołach i rodzinę, która wzdycha z irytacją.
Poznaj Sally Gardner:
Sally nie wspomina dobrze szkoły. Była obśmiewana i przezywana z powodu swojej dysleksji. Całe lata marzyła o tym, by im pokazać, jak bardzo się mylili.
Dziś jest jedną z najbardziej charakterystycznych autorek książek dla dzieci.
Fragment rozmowy z Sally w Wysokich obcasach:
(...)Dysleksję zdiagnozowano u mnie, dopiero kiedy miałam 12 lat. To była druga połowa lat 60.
Poczuła pani ulgę?
Żadnej. To słowo nic dla mnie nie znaczyło. Nie reprezentowało mnie. Nie umiałam go przeliterować. Nie potrafiłam nawet przeliterować swojego imienia Sarah. To "h" na końcu zawsze wciskało się tam, gdzie nie trzeba, więc zmieniłam imię na Sally. Było znacznie łatwiejsze do zapamiętania.
Jakie stawiano diagnozy do tego czasu?
Prawdopodobne uszkodzenie mózgu w czasie porodu kleszczowego. To jedna. Druga - że to efekt traumy po rozwodzie rodziców, którzy rozstali się, kiedy miałam pięć lat. Jeszcze inna - problemy ze wzrokiem - sprawiono mi więc okulary. Najczęstsza diagnoza brzmiała jednak: imbecyl, głupek. Stworzono nawet nowe słowo na moją cześć: "nienauczalna".
Mimo to, Sally uważa, że dysleksja jest darem. Dlaczego?
To mit, że dysleksja to tylko kłopoty z czytaniem i pisaniem oraz błędy ortograficzne. To jest to, co widać na zewnątrz, a dyslektycy tak naprawdę inaczej widzą świat - i to jest ich wielka wartość - bardziej przestrzennie, wizualnie. Umieją dostrzec np. piękno słów - ich wygląd, nie tylko brzmienie. Czy wie pani, jak pięknie wygląda angielski przedimek "the" albo słowo "schizofrenia" - cudo! To są perfekcyjnie zaprojektowane słowa.
Dyslektycy myślą nieszablonowo. Mają bardzo bogatą wyobraźnię, wręcz filmową, potrafią tworzyć w głowie alternatywne światy i nie potrzebują do tego żadnego modelu. Często, żeby to dobrze opisać, przywołuję metaforę pociągu. Proszę sobie wyobrazić, że do pociągu wsiadają dzieci. Pociąg jedzie do punktu B, gdzie te dzieci mają znaleźć rozwiązanie nurtującego ich problemu. Dyslektyk potrafi w pewnym momencie wysiąść z tego pociągu, bo zobaczy pięknie ukwieconą łąkę albo spotka jakąś staruszkę, która opowie mu ciekawą historię, albo zobaczy fajne wzgórze, wejdzie na nie i poogląda z niego okolice. Potem i tak trafi do punktu B. Tyle że nikt nie będzie zainteresowany tym, gdzie był i co widział. Wszyscy będą się skupiać na tym, że wysiadł z tego cholernego pociągu! Uważam, że ze swoją inteligencją wizualną, emocjonalną dyslektycy za swym sposobem widzenia świata mogliby być bardziej wykorzystywani w naszej epoce, która coraz częściej polega na obrazach niż na słowie pisanym.

Jak mogą sobie poradzić dyslektycy?
Mamy wiele środków, które można zastosować: od specjalnej czcionki w e-bookach, po audiobooki.
I nie podkopywać wiary w siebie. Wg. badań w okolicy 14 roku życia następuje progres. Warto pamiętać słowa Sally:
Kiedy widzę rodziców, którzy łkają, bo ich dziecko właśnie zdiagnozowano jako dyslektyczne, to chce mi się płakać razem z nimi, ale ze złości. To nie jest choroba, to nie jest tragedia, to jest prezent od losu! To są często niezwykle zdolne, mądre dzieci. Chciałabym, żeby ich rodzice, nauczyciele i system potrafili to dostrzec. Naprawdę, nie wszyscy muszą zostać prawnikami czy księgowymi, a system uczenia jest tak skonstruowany, że skupia się głównie na tym, aby wypuszczać w świat ludzi jak z pod jednej sztancy. Tracimy w ten sposób tyle talentów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










