Jak w pracy pobawić się w analizatora osobowości…

Bo na pewno nie w psychologię. Dziwi mnie, że takie książki są dopuszczane do obiegu. Być może należy je przyjmować jak poradniki parapsychologiczne na równi z Kobiety są z Wenus, mężczyźni z Marsa czy inne szlagiery. Mówi nam zresztą o tym pytanie w podtytule:
Jak postępować z trudnymi współpracownikami

Zgodzę się, że w pracy stykamy się z najróżniejszymi osobowościami. Czasami trafiamy na ludzi wysoce nie empatycznych, można powiedzieć toksycznych, przy których czujemy się źle. Każdy człowiek unika takich osób. Nie naraża się na stres, będąc w ich towarzystwie.
Już na wstępie opisana jest historyjka Susan, która w wyniku życiowych komplikacji trafiła do pracy jako ekspedientka sklepowa. Jej szef nadużywał wobec niej swojej władzy, pozwalał sobie na niestosowne uwagi. Pewnego dnia zwalniając wszystkich do domu kazał jej zostać i próbował ją zgwałcić. Nie udało się to jednak, na szczęście, ponieważ stanął w obronie Susan ochroniarz, który robił obchód w tym czasie.
I tu następuje analiza psychologiczna szefa Susan. Bardzo prawdopodobne, – czytamy – że Suzan padła ofiarą osobnika z antyspołecznym zaburzeniem osobowości. W książce spotkamy wiele tego typu stwierdzeń. Takie zachowania, które nazwalibyśmy chamstwem, niekompetencją czy mobbingiem – autorzy książki tłumaczą ostrymi zaburzeniami psychicznymi. Oczywiście spotkaliśmy się ze stwierdzeniem „on jest jakiś chory” w stosunku do niektórych ludzi, nie tylko znanym z pracy, a w tejże książce dokładnie możemy poczytać „jak bardzo chorzy/zaburzeni jest”. Z dogłębną analizą i poradnictwem co należy zrobić w danej sytuacji.

Co tak naprawdę nie podoba w tej książce?
Szybkość etykietowania ludzi. Przyzwolenie, by diagnozę postawił każdy z nas, na podstawie analizy zachowania, często jednostronnego (osadzonego w pracy, bez uwzględnienia innych czynników). Charakteryzacja danej „etykiety” czyli diagnozy w uproszczony sposób, zwykle opisany jako osobnik „nie zdający sobie sprawę ze swojego zaburzenia”, traktujący „osobnika” jako człowieka zaburzonego, niebezpiecznego i kompletnie nie wiedzącego, że zagraża innym osobom. Owszem, w podanym przykładzie być może ten akurat szef był niebezpieczny, może i miał jakieś problemy ze sobą, ale człowiek, który podany jest w rozdziale 6: Zaburzenia borderline: wieczny sztorm, jako osoba skomplikowana emocjonalnie – porównana do potwora, bez żadnej zdolności do oceny sytuacji. Zgodzę się, że podane zaburzenie jest jednym z najuciążliwszych, być może właśnie dlatego osoby zmagające się z nim dość szybko orientują się, że jest coś nie tak i same zgłaszają się na terapię. Zaburzenie te polega na przeżywaniu w ogromnej intensywności emocji i problemy związane z bliskimi relacjami. Słowo „bliskie” jest kluczowe. W pracy raczej takich się nie nawiązuje. Dlatego uważam za opis i porady w stylu „traktuj osobę borderline z dystansem i nie pozwól mu się zbliżyć do siebie, jeśli nie chcesz by później ci się naprzykrzał” za niefachowe.
Uproszczenia, jakie stosuje się w tej książce sugerują nastawienie na zysk. Wiadomo – parapsychologia dobrze się sprzedaje, słowo „toksyczny” jest w modzie (czy był, bo książka została wydana w 2008r.) – zwłaszcza po naprawdę dobrych i pomocnych lekturach Susan Forward np Toksyczni rodzice. Jak się uwolnić od bolesnej spuścizny i rozpocząć nowe życie czy Pia Mellody Toksyczna miłość. Autorzy wybrali sobie większość zaburzeń osobowości i analizując je dokonali uproszczenia dodatkowo podając najlepsze wg. nich rady „jak sobie radzić” z takimi ludźmi w warunkach pracowniczych. Zapominając, że dość łatwo pomylić introwertyka z „samotnym światem schizoida” (nazwa rozdziału) czy „osobowością ucieczkową”  a ekstrawertyka z histrionicznym zaburzeniem osobowości.
Moja ocena jest bardzo niska. Ciekawa jestem następnej książki z tej serii, na szczęście z innym autorem pt. Toksyczne słowa. Słowna agresja w związku.



Recenzja, którą zamieszczam pojawiła się na moim blogu recenzenckim tutaj 


Nie boisz się ciemności,
boisz się tego, co w niej jest

Nie boisz się wysokości
Boisz się spaść

Nie boisz się ludzi dookoła Ciebie
Boisz się ich reakcji

Nie boisz się kochać
Boisz się, że druga osoba nie odwzajemni tego

Nie boisz się pozwolić komuś odejść
Boisz się zaakceptować rzeczywistość, w której go nie ma.

Nie boisz się spróbować jeszcze raz,
Boisz się cierpieć z tego samego powodu.
 
Nazwij swój strach – jest to pierwszy krok ku zmniejszeniu lęku.



Stojąc na balkonie i paląc papierosa wpadłam na swoja życiową motywację. Nie przypadkiem. To był ciąg myśli i świadome zauważenie jak reaguje moje ciało.
Myśl, która mnie natchnęła była związana z tym, co chcę zaraz zrobić.
Zauważyłam, że szybciej dopalam papierosa, szybciej dopijam kawę, serce szybciej mi w piersi bije.
Już myślami byłam "w przyszłości".
I stanęłam jak wryta. W szoku. Jakie to proste.
To "cel" sprawia, że chce mi się żyć. To "cel" sprawia, że wszystko staje się "po coś", lepsze, łatwiejsze.

Wiem, że Ameryki nie odkryłam, ale ta krótka chwila na balkonie uświadomiła mi, jak bardzo pragnę mieć cel i ustanawiając cokolwiek, nadaję mojemu życiu sens.
Kiedyś w to miejsce ("celu") stała "emocja". To dla emocji, doświadczeń czułam, że żyję i to ona zapewniała mi chęć do życia. Teraz czuję, że "emocja" była bezproduktywną rozpaczliwą chęcią zapchania dziury. Żeby działo się cokolwiek. Żeby być. Czuć. Wiedzieć, że jestem.
Niniejszym chciałabym Wam powiedzieć, że znalazłam pewien cel, końcowo brzmi: nauczyć się programowania Javy. Pomniejsze cele to ukończenie kursu na www.codeacademy.com, a potem kolejne cele będę sobie stawiać wg sukcesów ;) Trzymajcie kciuki!
Miło mi Cię powitać na mojej stronie! Mam nadzieję, że spędzisz tu miło czas. W tym miejscu chciałabym się przedstawić.



Mam na imię Alicja i żyję już ponad trzydzieści lat. Wiele w swoim życiu przeszłam, jednak zamiast czegokolwiek żałować – doceniam każde doświadczenie, które zbudowało moją osobowość, charakter i poprowadziło ku miejscu, w którym teraz się znajduję.


W życiu codziennym zajmuję się koordynacją w niewielkiej firmie informatycznej. Ciągle się zastanawiam nad tym, kim bym chciała zostać "gdy dorosnę". Wciąż nie mogę się zdecydować - średnio raz w roku rozwijam się w jakimś kierunku a następnie decyduje, czy dana umiejętność zalicza się do dodatkowego hobby czy jednak chciałabym w danym kierunku podążać. Mam już na swoim koncie pasję gotowania, tworzenia stron www w WP, poznanie kodu, szycie na maszynie, malowanie na płótnie, pisanie krótkich form literackich...
Mam wspaniałego, wspierającego partnera, dwóch synów oraz psa :)
Chciałabym się z Tobą dzielić tym, co mam – wiedzą, doświadczeniem i refleksjami, recenzjami książek i propozycji kulinarnych. Ponadto chciałabym Cię motywować do działań, prób i doświadczania, wszakże:

Życie nie jest problemem do rozwiązania, tylko rzeczywistością do doświadczenia.
Søren Kierkegaard
Zapytana o to, o czym chcę pisać, odpowiadam: chcę pisać o tym, jak się trzymać, żeby się trzymać.
Jak przetrwać w dżungli życia mając problemy natury psychicznej. Jak walczyć, by czuć zwycięstwo nad własnymi słabościami, ale też jak prosić o pomoc, gdy droga usuwa się spod nóg.



Długo zastanawiałam się, o czym chciałabym pisać. Wchodziłam na znane blogi dziewczyn, które robią na mnie wrażenie i myślałam sobie, hej! Przecież ja też umiem pisać i mam coś do przekazania. Ale wciąż hamowało mnie myślenie: za dużo tego.
Mam w głowie za dużo treści. Mając tyle pomysłów ciężko jest się zdecydować na konkret. Dziewczyny pisały: wybierz temat, jaki Cię interesuje. A ja mam tych tematów multum. Od lat prowadzę blogi, systematycznie bądź mniej… Ale wszystkie o mnie.  moim życiu i moich pasjach (zmieniających się jak w kalejdoskopie). I jest jedna, jedyna rzeczy, która się nie zmienia. Coś, co jest często motorem do moich działań, ale również hamulcem aktywności. Coś, czemu poświęcam masę energii. O czym czytam, czuję, żyję z tym. To te dwa zapisy na mojej karcie pacjenta w Przychodni Zdrowia Psychicznego.
Zapytana o to, o czym chcę pisać, odpowiadam: chcę pisać o tym, jak się trzymać, żeby się trzymać.
Jak przetrwać w dżungli życia mając problemy natury psychicznej. Jak walczyć, by czuć zwycięstwo nad własnymi słabościami, ale też jak prosić o pomoc, gdy droga usuwa się spod nóg.