Akcja Reakcja na Insulinooporność: śniadania

"Musisz zjeść śniadanie!" jeszcze mi dźwięczy w uszach, kiedy mama oznajmiała mi jedną z prawd życiowych. Z samego rana prócz "pospiesz się, bo się spóźnisz" słyszałam "śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia". Czy tak w istocie jest - dalej nie wiadomo, choć wielu twierdzi, że tak (są i tacy, którzy twierdzą, że nie).
Przez cztery lata szkoły średniej moim śniadaniem była kawa i papieros do tego, ale nie polecam tej metody. W tym okresie w ogóle mało się jadło, za dużo piło i przez kolejne dziesięć lat wszystko w organizmie pokiełbasiło.
Dlatego teraz jestem zwolenniczką jedzenia śniadań, aczkolwiek nie od samego rańca, nigdy nie udało mi się w siebie nic więcej wcisnąć niż tabletki na tarczycę czy antydepresant mniej więcej do godziny 8 z groszem, kiedy już na spokojnie mogłam usiąść w pracy przed biureczkiem. Albo po 10. kiedy miałam "wolny dzień", ale zanim ogarnęłam rodzinę i mieszkanie.

Przez bardzo długi czas moim głównym śniadaniem były płatki (różne, nigdy się nie ograniczałam do jednego typu) z mlekiem. Przecież każda reklama wspominała, jakie to zdrowe. No cóż. Nie prawda.
Dość szybko robiłam się dalej głodna i szamałam co popadnie (od kanapek po ciasta, ciasteczka, ciastunie).

Ale teraz basta. Teraz wiem, że mój organizm jest w stanie przedcukrzycowym i trzeba o siebie dbać, bo inaczej wszystko pierdyknie i to na moje własne życzenie.

Najłatwiejsza zmiana to właśnie zmiana śniadań. Z słodkich płatków i mleka, którego przecież też już nie mogę - przerzuciłam się na inne, zdrowsze produkty.

Z czasów ciąży i towarzyszącej jej cukrzycy ciążowej pamiętam, że bardzo dobrze na mnie działały kanapki z chleba żytniego, masło (które zamieniłam na kilka kropel oleju lnianego) i plasterki szynki drobiowej, do tego ogórek małosolny i pomidor. Doskonałe, pożywne, smaczne, zdrowe.

Nie samymi kanapkami człowiek żyje, więc zaczęłam szukać dobrego odpowiednika swoich poprzednich śniadań. Marzyły mi się płatki. Przetworów mlecznych nie mogę również jeść, więc zaopatrzyłam się w jogurty sojowe, kokosowe i muesli bez cukru. Do moich faworytów należą:





Kiedyś bardzo lubiłam jeść na śniadanie omlet z trzech jaj, łyżką mąki i łyżką mleka podsmażony na maśle a po podaniu posmarowany dżemem. Myślę jednak, że mogę się z nim pożegnać i ciągle nie wiem czym mogę taką wspaniałość zastąpić. Póki co próbowałam z naleśnikami z mąki żytniej, wodą zamiast mleka i większą ilością jajek (bo przy standardowych 2 się rozwalało) i w sumie nie jest złe, ale i tak muszę dodać dżem, który zwykle ma dużo cukru. 
Szukam więc dalej :)

Edit:
Udało się z płatkami! Używam mleka kokosowego lub jogurtu sojowego, owoców i niewielkiej ilości musli na bazie płatków owsianych. Teraz moje śniadania w pracy wyglądają tak:



Komentarze

  1. Też pamiętam te mantry z rana (zaraz po "wstawaj, bo jest siódma trzydzieści (a na zegarku 7:03) to głównie było "bez śniadania nie powinno się wychodzić z domu"). Swoją drogą niezbyt się tego trzymam i jestem świadom, że to nie jest dobre. Natomiast jeśli już się zabieram na śniadanie to warto coś lekkiego zjeść. Na przykład dla mnie idealnym śniadaniem przez ostatnie miesiące był po prostu banan. Zero przygotowania, wiem, że jest zdrowy i zapycha. Czego chcieć więcej? :D

    Natomiast jak mam więcej czasu to lubię sobie ugotować na miodzie owsiankę i do niej jakieś owoce dodać jak banan (co on ma z tymi bananami?) lub gruszkę i to jest naprawdę fantastyczne połączenie. Z pewnością daje energię (bo jak wiadomo fruktoza tak samo jak glukoza (cukier cukrowi nierówny) napędza komórki i w ten sposób zyskujemy energię) i na dobrych parę godzin człowiek jest nasycony.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz